Po co PiS-owi dyscyplinowanie sędziów?

Projekt ustawy dyscyplinującej sędziów wywołał oburzenie opozycji i środowisk sędziowskich, przygląda się mu Bruksela. Po co PiS wywołuje tak duże emocje na początku kampanii prezydenckiej? Czy chce, nie licząc się z kosztami, zablokować bunt sędziów? Nie siedzę w głowie prezesa PiS, ale są pewne poszlaki sugerujące, że nie tylko o sędziów tutaj chodzi.

Podpowiedź dostarczył Jacek Karnowski, który w swoim tygodniku przestrzega PiS przed „uchylaniem się od konfrontacji”. Jego zdaniem polityczny spokój zamiast zapewnić PAD reelekcję, zapewni mu los Komorowskiego z 2015 r. „Odpowiedzią musi być coś odwrotnego: śmiałe ruchy, mocne definiowanie podziałów (takich, które dają prawicy większość), wyraźnie artykułowany gniew, jasne wskazywanie różnic (…) Letniość i asekuranctwo nie poprowadzą dziś prawicy do zwycięstwa”. Dlaczego wbrew wszystkim Karnowski wzywa do zdecydowanej wyrazistości, a nie za marszem do centrum?

Dla PiS kluczowe są wybory prezydenckie. Sytuacja wydaje się bezpieczna: PAD ma 45 proc. poparcia, Małgorzata Kidawa-Błońska 25 proc., reszta poniżej 10 proc. Pojawiają się jednak głosy, że kandydatura MKB jest dla PiS tylko pozornie korzystna. Nijaka kandydatka może podziałać demobilizująco na pewny zwycięstwa elektorat prawicy i w drugiej turze wygra zjednoczony antyPiS. Ewentualna utrata Pałacu Prezydenckiego byłaby dla obozu władzy katastrofą.

Elektorat się demobilizuje, bo przez 4 lata dostał już tyle, ile się dało. A coraz wyraźniej widać, że PiS brakuje tzw. drivera, jakiegoś pomysłu, który pchałby go do przodu. Nowego 500+. Widać to było w wyborach parlamentarnych: mimo rekordowego poparcia PiS nie zwiększył stanu posiadania, bo nie zmobilizował się już bardziej niż opozycja. A teraz dochodzą kolejne czynniki demobilizujące: sprawa Banasia, konflikty z przystawkami, odwrót Tuska z pierwszej linii. Notowania powoli spadają, rośnie Lewica i Konfederacja. Koła zaczynają buksować.

Odpowiedzmy też sobie na pytanie, czy dotychczasowe zmiany w sądownictwie mobilizują elektorat PiS? W tym samym numerze prawicowego tygodnika Stanisław Janecki pisze, że opozycja „wdrukowuje społeczeństwu przekonanie, że sądy zostały odzyskane”. Czyli największa reforma PiS na nic? PiS nie jest już w stanie zmieniać rzeczywistości?

Może radykalny projekt ma po prostu na celu podwyższenie temperatury sporu i obudzenie własnego elektoratu, który po 4 latach usypia? Twardy elektorat postrzega świat prosto: widzi krzywdę dobrego Śpiewaka i brak konsekwencji dla złego Najsztuba i Durczoka. Widzi sędziów buntujących się przeciwko władzy i rządzących, którzy przegrali z nimi bitwę.

I oto PiS daje im prezent. Radykalnym projektem chce zaprowadzić porządek i grozi buntownikom wydalaniem z zawodu. Elektorat PiS się cieszy. Władza pokazuje, że umie jeszcze rządzić i pamięta o dokończeniu reformy. Elektorat się cieszy. Opozycja wyjdzie na ulice i razem z sędziami będzie skandować „wolne sądy”? Elektorat się oburzy i będzie tym mocniej oczekiwał zmian. Bruksela zagrozi sankcjami albo obcięciem funduszy? Elektorat się oburzy, bo znowu Zachód będzie nam dyktować, co mamy robić.

Elektorat się ucieszy, elektorat się oburzy: chodzi o emocje, których efektem ma być zaangażowanie. PiS musi obudzić wyborców z letargu, bo wybory są za pasem. Po co iść do centrum, jeśli twardy elektorat machnie ręką i nie pójdzie na wybory?

Oczywiście, polityczne koszty tej nowelizacji mogą być duże, jeśli zareaguje nie tylko Bruksela, ale też sojusznicy zza oceanu, zatroskani o swoje inwestycje w Polsce. Ale może wierchuszka PiS myśli: trudno, dla wyższego celu, jakim jest reelekcja PAD, jakieś koszty trzeba ponieść. PiS chce jakoś utemperować środowisko sędziowskie, ale nowelizację koniec końców może złagodzić. Najistotniejsza gra wcale nie musi tu iść o sądy, ale o obudzenie przysypiającego elektoratu. 

Czy sprawa Banasia wysadzi PiS?

Sprawa Banasia jest jednym z najciekawszych historii ostatnich lat. Jest to opowieść ponura, jeśli idzie o sprawę profesjonalizmu służb specjalnych i szerzej polityki. I jest to sprawa, która ma pułapkę mogącą władzę PiS-owską wysadzić w powietrze. 

Banaś do niedawna stał na czele KAS-u. Krajowa Administracja Skarbowa to jest de facto służba specjalna – byli funkcjonariusze tajnej policji, policji zwykłej, skarbowcy, panowie z CBA i tak dalej. Już samo tworzenie tej organizacji napotkało na wiele raf. Mnóstwo ludzi potraciło robotę, zostało wypchniętych na boczny tor i to często nie byli goście zza biurek, ale celnicy, właśnie goście powiązani z policją, czy tajnymi służbami. Było wielu niezadowolonych. KAS nastąpiła też na łapkę wielu ludziom, którzy prowadzili krociowe interesy. Nie tam interesy polegające na tym, że ktoś w kopercie zawinął 30 kawałków, ale biznesy, w których kwoty miały dziewięć zer.

Krótko mówiąc, jeśli idzie o kwestie formalne Marian Banaś nie był zwykłym niutkiem, albo piątym zastępcą minister Teresy Czerwińskiej. Był gościem w oku cyklonu, był jednym z najważniejszych urzędników państwa. 

Tak mniej więcej z rok temu Banaś, po jakimś konflikcie z celnikami, sam wyszedł z propozycją, żeby CBA przebadało mu oświadczenie majątkowe. I „Trzy litery” badały te oświadczenia z rok, co i raz wysyłając mediom, komunikaty, że proces ten będzie przedłużany na kolejne miesiące. 

Banaś w tak zwanym międzyczasie, po wyborach europejskich, został pełnym ministrem finansów i po wakacjach szefem Najwyższej Izby Kontroli. Można oczywiście stawiać tezę, że służby chciały mieć na stanowisku szefa finansów, a potem NIK-u człowieka, na którego są jakieś haki. Ale ja bym tę wersję włożył między bajki. Jest zbyt wyszukana, jak na krajowe standardy. 

Było po prostu tak, że przez ten blisko rok nikt nic nie zrobił, nie sprawdził, nie zbadał. Ani zimą, ani wiosną, ani latem nie odbyła się rozmowa Mariusza Kamińskiego, Jarosława Kaczyńskiego i Banasia, która mogłaby/powinna wyglądać mniej więcej tak: „Słuchaj Marian, zrobiłeś dla nas cholernie dużo. Naprawdę, gdyby nie twoja determinacja i pójście, jak przecinak nie mielibyśmy na 500+. Jesteś symbolem uszczelnienia podatków, połapania tych mafii VAT-owskich. Ale jest problem. Masz burdel w oświadczeniach majątkowych. I to taki, którego nie da się wyprostować. Za duże ryzyko dla nas i dla Ciebie, kochany. Więc zrobimy tak, że w przyszłym tygodniu wydasz oświadczenie, że z powodów zdrowotnych nie możesz dalej zasuwać tak, jak zasuwałeś w KAS. Dostaniesz medal, kwiaty. I pójdziesz na wiceszefa zarządu Orlenu, Lotosu, PGNiG, czy co ci tam pasuje. Sam zdecydujesz”.

Taka rozmowa się nie odbyła. Służby nie ostrzegły polityków, politycy nie porozmawiali na czas z Banasiem. Więcej, lider obozu politycznego sam w wakacje zaproponował Banasiowi, by ten stanął na czele NIK! Panowie wprowadzili Kaczyńskiego wprost na minę.

Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy tych błędach, zaniedbaniach służb. Wspomniałem, i co do tego nie ma chyba sporu, że Banaś przez kilka lat był facetem na pierwszej linii frontu nawalania się z czymś, co do języka popularnego weszło jako „mafie vatowskie”. Jednocześnie przez te lata składał oświadczenia majątkowe, które podobno weryfikować ma CBA. I tutaj jest pytanie. Czy polskie służby stosują jakąś, choćby najmniejszą, osłonę kontrwywiadowczą dla postaci na tak ważnych stanowiskach? Ja nie mówię o inwigilacji, tylko nieinwazyjnych sprawdzeniach. Podam prosty przykład. Wiadomo, że Banaś miał kamienicę w Krakowie, której własność wykazywał w oświadczeniu. Jeden telefon z CBA do komendy policji w Krakowie w stylu: „Kochaniutcy, dajcie nam info, co jest na Krasickiego pod numerem 24”.

I wtedy przyszłaby zapewne odpowiedź: „Jest tam taki nibyburdel, 30 skarg w ostatnich latach mamy zanotowane”. I wtedy Mariusz Kamiński lub Ernest Bejda, stojący na czele CBA, powinien udać się z krótką wizytą do Mariana Banasia z następującym przekazem: „Minister rządu nie wynajmuje lokalu na nibyburdel. Masz dwa tygodnie na usunięcie tego dzierżawcy. I ani jednego dnia dłużej”. Tak to działa w normalnych państwach, ale my mamy państwo bezradne i kartonowe. 

I teraz tak. PiS nie mając pojęcia o bałaganie w oświadczeniach majątkowych zrobił Banasia szefem NIK-u, który z racji sprawowanego urzędu ma dużą ochronę konstytucyjną. Wybuchł kryzys, którego PiS nie umiało rozwiązać, mimo nadzwyczajnych, jak to się opisuje, zdolności politycznych Jarosława Kaczyńskiego. 

Z białego wywiadu, dostępnych informacji można wywnioskować, jak ten kryzys wyglądał i gdzie ludzie Kaczyńskiego popełnili błędy. Było tak, że bodaj w zeszły czwartek PiS (przy wsparciu Banasia) przeprowadził nominację na wiceszefów NIK-u dla dwóch swoich polityków – Tadeusza Dziuby i Marka Opioły. Tego samego dnia w rozmowie Kaczyński i Kamiński wezwali Banasia do opuszczenia stanowiska ze względu na niedopuszczalny bałagan w oświadczeniach majątkowych, na co ma wykazywać nieujawniony dotąd raport CBA. Banaś, na co wskazują kolejne wydarzenia, zgodził się odejść. 

Przedpołudniem następnego dnia, czyli w piątek, podpisał jednozdaniową rezygnację i posłał swego kierowcę z papierem do marszałek Sejmu, Elżbiety Witek. Tyle, że wcześniej ani Kaczyński, ani żaden z ważnych jego podwładnych nie wytłumaczył Banasiowi jak ta dymisja musi być napisana. I że musi się w niej znaleźć przekazania pełnienia obowiązków jednemu z politycznych zastępców, a konkretnie Tadeuszowi Dziubie. Bo jest oczywiste, że taki właśnie był plan PiS-u: powołujemy Banasiowi zastępców, potem on odchodzi, Izbą pokieruje Dziuba, skoro nie mamy ze względu na brak większości w Senacie (przynajmniej do wyborów prezydenckich, które zmienią sytuację np. PSL-u) możliwości powołania nowego prezesa. Proste. 

Tego Banasiowi nikt nie wytłumaczył. Witek, jak rozumiem, poinformowana o planie kierownictwa partii odesłała Banasiowi „właściwą” wersję rezygnacji do podpisu. Taką z przekazaniem obowiązków Dziubie. Przy okazji zrobiła też krok wyjątkowo niemądry, bo zwróciła także pierwotną dymisję, czyli została z niczym. I tu PiS popełnił błąd kolejny. Mianowicie ze smyczy spuszczono harcowników, takich jak Beata Mazurek, którzy publicznie zaczęli obrażać Banasia i przymuszać go do odejścia. Do tego doszła jeszcze jedna rzecz. Popołudniu w piątek CBA poinformowało, że kieruje zawiadomienie w sprawie Banasia do prokuratury. Z tego, co podała środowa DGP, wynika, że zrobiono to, mimo iż, Banaś miał jeszcze blisko tydzień na odniesienie się do protokołu kontroli CBA. 

I teraz wyobraźcie sobie państwo Banasia, który jeszcze kilka godzin wcześniej słał dymisję do Witek. Siedzi w piątek gabinecie szefa NIK i dostaje następujące komunikaty: „Od początku mieli plan, że mnie wypchną, tylko czekali na powołanie następców, nawet w sumie jacyś drobni politycy PiS mają przyzwolenie na grillowanie mnie publicznie, CBA nawet nie czeka na moje uwagi i gna do prokuratury. Jaki będzie ciąg dalszy? Zatrzymają mnie, posadzą w areszcie, żeby pokazać jacy są pryncypialni i czyści?”. No więc Banaś postanowił papieru z rezygnacją Witek nie odsyłać. Nawet tego pierwszego, mimo rozpaczliwych próśb płynących z Sejmu. Gdyby PiS postąpiło chłodniej i rozsądniej, nie zaczęło grillować Banasia, miałoby jego dymisję. Ale nie ma, bo postąpiło bezmyślnie. 

Co więcej, doszło do eskalacji napięcia. Władza zaczęła polowanie na syna Banasia, który został wypchnięty momentalnie z Pekao SA, w niespotykanie pilnym trybie prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie oświadczeń majątkowych prezesa NIK. Do tego media, szczególnie jeden z dzienników, pełne są przecieków z tajnych służb, które mają obu Banasiów dyskredytować. Rozumiem, że krokiem następnym będzie wypuszczanie fragmentów raportu CBA i dociskanie szefa NIK-u. 

Nie znam Mariana Banasia. Z medialnych doniesień widzę, że to jest facet spod Nowego Targu, karateka. Siedział za komuny w więzieniu za działalność opozycyjną, no i zmontował dość konkretną służbę specjalną. Czyli nie jest to jakaś pierwsza lepsza lebiega. 

Z publicznych wystąpień widać, że jest to człowiek prostolinijny, niezamieszany w politykę zadaniowiec, który jest podbudowany swymi osiągnięciami w KAS. 

Jeśli dobrze rozumiem konstrukcję takich ludzi to widzę ją tak, że jeśli ktoś taki dostaje w pysk, jest obrażany, poniżany przez jakichś partyjnych aparatczyków bez zasług to oddaje. I tego na miejscu PiS-u jednak trochę bym się bał. Banaś był przez lata w sercu systemu, niejedno wie, niejedno widział i to nie z pozycji gońca, ale jednej z najważniejszych postaci. Dziecko wie, że jak zagonisz dużego psa do kąta, będziesz go szturchał, popychał, krzyczał to masz sporą szansę, że ugryzie.

PiS ma historyczną zdolność do wysadzania się w powietrze. Przypomnijmy sobie, że poprzednim razem zapalnikiem w 2007 roku stała się afera gruntowa wewnątrz obozu władzy, która była czerwonym dywanem i to po nim Tusk poszedł po władzę 12 lat temu. PiS i tajne służby rozegrały historię z Banasiem w sposób fatalny. Kaczyński lubi korzystać z nagiej siły, a nie dyplomacji. Nie sądzę, żeby grzebanie akurat przy bombie takimi narzędziami było strategią mądra w obliczu „sprawdzam”, jakim są wybory za pół roku. Naprawdę. I w polityce czasem warto się zatrzymać. I pomyśleć. Nawet, jeśli jest się silnym. 

Jacek Sasin, król rozdania.

Na miejscu zapobiegliwych działaczy prawicy sprawdzałbym już, kiedy urodziny ma Jacek Sasin i odkopywałbym numery do jego asystentów. A dziennikarze już chyba powinni szykować się do zbieranie wiadomości do artykułów na temat tego polityka. Będzie on, jak się dziś wydaje, największym wygranym nadchodzącej zmiany. 

Jeden z największych „kwasów” umykającej kadencji dotyczył władania nad spółkami skarbu. Wiadomo. To jest realna, twarda siła. Po pierwsze możliwość dawania posad, kierowanie budżetów reklamowych do takich lub innych mediów i kształtowanie ich przekazu, wspieranie takich lub innych fundacji, wybór doradców, konsultantów, takich lub innych kancelarii prawniczych. 

Wpływy w SSP budziły niezdrowe emocje przy Nowogrodzkiej. Dlaczego Mateusz Morawiecki ma tak dużo?! Skąd takie dowartościowanie Zbigniewa Ziobry?! Skąd u tej frakcji aż takie pieniądze na tak potężną kampanię wyborczą?! I tak dalej i tak dalej. Niekończąca się litania pretensji, żalu i podejrzeń. 

No to chyba ten czas właśnie się kończy i nitki do spółek będzie od zaraz trzymał w ręku nie człowiek któregoś ze skrzydeł, ale Jacek Sasin, czyli lojalny żołnierz prezesa. To on będzie pilnował kadr i nadzorował dystrybucję strumienia pieniędzy ze spółek skarbu. Sasin, jak ćwierkają wróbelki, zostać ma szefem nowego/starego ministerstwa skarbu, choć oczywiście będzie się ono inaczej nazywać, by nie przyznawać się do tego, że likwidowanie tego resortu w poprzedniej kadencji było bezsensowne. 

Pytanie, czy Sasin dostanie od Kaczyńskiego zielone światło na wyczyszczenie spółek i ustawienie ich od nowa? Na tym etapie trudno powiedzieć, ale można przypuszczać, że zmiany oczywiście będą. Oceniając na chłodno jest to w wykonaniu Kaczyńskiego ruch zręczny. Pozwala dyscyplinować wielonurtowe, chwilami rozchwiane zaplecze. Zawsze można coś dać, odebrać lub z zafrasowaną, pełną pozorowanej empatii miną powiedzieć na podstawie archiwum, że wydawanie pieniędzy w 2016 albo 2017 roku akurat na tamtą fundację śmierdzi na kilometr aferą.

Wydaje się, że ruch z Sasinem będzie najważniejszym przegrupowaniem odnowionej władzy PiS-u. 

Dlaczego Konfederacja wyskoczyła spod progu?

Dwie uwagi dotyczące dobrego wyniku Konfederacji, który należy potraktować jako kampanijną porażkę PiS-u. Stara strategia polityczna Jarosława Kaczyńskiego polega na tym, żeby margines na prawo od jego ugrupowania był jak najmniejszy. Taki by „to co na prawo” od niego nie wchodziło do Sejmu. Było to również oczywistym założeniem kampanii, która zakończyła się w zeszłym tygodniu. 

Tyle, że coś poszło nie tak, bo Korwin, Bosak, Winnicki, Braun i spółka dostali aż 1 mln 257 tys. głosów, co przełożyło się na 11 mandatów. 

Prezes PiS stracił „górkę” wynikającą z metoda D’Hondta, gdyby Konfederaci znaleźli się pod progiem. I na dodatek dostał polityczną konkurencję z dostępem do sejmowej mównicy. Dlaczego tak się stało? Zauważam dwa powody tej sytuacji. Strategiczny i taktyczny. 

Strategiczny jest taki, że PiS staje się partią mainstreamu, partią w dużej mierze pragmatyczną, ubraną w garnitur Mateusza Morawieckiego. 500+, wyprawki, trzynaste emerytury i tak dalej. Krótko mówiąc – portfel. 

Tyle, że istnieje, jak się okazuje, pokaźna grupa wyborców (nie tylko po prawej stronie zresztą), która nie głosuje portfelem, ale głosuje na konkretne wartości. Naturalna kolej rzeczy, że jeśli PiS idzie do środka po głosy to będzie je musiało tracić na skrzydle. Pytanie, co z tym można było robić? Być może delegować frakcję, która będzie o taki elektorat aktywnie zabiegać? 

Najwyraźniej jednak sprawa została zlekceważona z powodów czysto taktycznych. Badania pokazywały bowiem konsekwentnie, że Konfederaci są pod progiem i raczej spod niego nie wyskoczą. A jednak wyskoczyli. Dlaczego? Te same słupki donoszone przez socjologów pokazywały, że stronnictwo Boska, Brauna i Winnickiego ma pokaźną grupę zwolenników, która nie jest zdecydowana, by koniecznie iść na wybory. A jednak poszli. Co było tutaj zapalnikiem? Potraktowanie przez media publiczne, jak się wydaje. Lekceważenie, pomijanie, traktowanie z buta. Konfederaci mają wyborców młodych, którzy niekoniecznie siedzi przed telewizorem i pstrykając pilotem ogląda „Panoramę”, „Teleexpress”, czy Danutę Holecką w „Wiadomościach”. Raczej oglądają Youtube’a, komunikują się na Twitterze i w grupach na FB, gdzie dzielą się opiniami o lekceważeniu, pomijaniu przez media powiązane z PiS-em. To okazało się doskonałym paliwem. Mówicie, że nas nie ma, że powinniśmy się poddać, że jesteśmy na wąskim marginesie, że mamy wycofać z wyborów? Ok, to w takim razie się policzmy! No i się policzyli. Tak, że Jarosław Kaczyński na długo to zapamięta. 

Na marginesie spotkań Kaczyński-Przyłębska

Ciekawa historia na marginesie materiału Wyborczej o spotkaniach prezesa Kaczyńskiego z Julią Przyłębską w jej mieszkaniu. Chodzi o ilustrację, czyli stop-klatkę z nagrania kamery przemysłowej ochrony, którą w tym apartamentowcu przy Szucha serwuje agencja City Security. Jej szefem jest niejaki Beniamin Krasicki. 

W czwartek, zaraz po ukazaniu się tekstu Wyborczej, Jacek Karnowski, naczelny tygodnika „Sieci” popełnił krótką notatkę w portalu „Wpolityce”. Znalazł się tam następujący fragment: „Być może istotną informacją w tym kontekście jest fakt, że żona właściciela firmy ochroniarskiej jest z pochodzenia Rosjanką. Z kolei dwaj bracia właściciela – według naszych informacji – zajmują się usługami PR oraz bardzo różnym lobbingiem”. 

Tutaj nie trzeba zręczności porucznika Borewicza, by dojść, że Jackowi Karnowskiemu chodzi m.in. o Ignacego Krasickiego, szefa Art Mediów. Spółki doradczej i PR-owej, która latami była de facto afiliowana przy „Gazecie Polskiej” i za wysoką prowizją zabezpieczała wydawnictwu Tomasza Sakiewicza kontrakty reklamowe. 

Cała historyjka jest przykładem napięć na zapleczu obozu władzy. Widać, że musi się tam nieźle kotłować, a podejrzenia idą szeroko.

Ciekawostka na koniec. 

Wspomniane zdanie o braciach Krasickiego, PR, lobbingu wypadło z notatki Jacka Karnowskiego i już go tam dzisiaj nie ma. 

Morawiecki słabnie, Nowogrodzka chwyta lejce

Co tam w obozie władzy? Dzieje się. Warto zwrócić uwagę na spadek pozycji Mateusza Morawickiego przy okazji trwającego maratonu wyborczego. 

Głównym „technologiem władzy” jest dziś Waldemar Paruch, który z badań wróży, w którą stronę poruszać się, by osiągnąć dobry wynik w wyborach europejskich. 

Sporo do powiedzenia ma Tomasz Poręba, wspierany przez słynną dwójkę z firmy Solvere, czyli Annę Plakwicz i Piotra Matczuka, którzy pod koniec roku zostali wypchnięci z KPRM przez drużynę Morawieckiego. 

Widać więc wyraźne przesunięcie decyzji w stronę Nowogrodzkiej i tu warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden drobny szczegół. Prasa podawała przed kilkoma tygodniami, że Jarosław Kaczyński będzie szedł operować pokiereszowane kolano. Naprawa została przesunięta i lekarze mają wziąć się za nogę prezesa dopiero w grudniu, czyli po wyborach parlamentarnych. Trudno to zrozumieć inaczej niż w kategoriach politycznych. Prezes nie chce, by pod jego nieobecność Morawiecki, Ziobro i reszta stada pourywali sobie nawzajem głowy. Najwyraźniej uznaje ten czas za taki, w którym należy pozostać na straży. 

Pytanie, gdzie w tej całej układance jest miejsce dla Morawieckiego? 

Jego rola spada do technicznego wykonawcy, a nie decydenta, czy współdecydenta. Widać to po sprawach nawet drobnych, jak choćby po obrastaniu w piórka Marka Suskiego, namiestnika Nowogrodzkiej w KPRM, który teoretycznie, jako szef gabinetu, powinien pracować „na premiera”. A zajmuje się wszystkim, tylko nie tym właśnie.

Naturalnie nikt na krok z wymianą premiera nie będzie się decydował w roku wyborczym. Tym bardziej, że PiS sporo w Morawieckiego zainwestowało, ale zawód związany z jego liderowaniem pozostaje. I pojawiają się tu dwa typy argumentacji. Pozornie sprzeczne, ale wcale się one nie wykluczają. Pierwsza: 

– Morawiecki nie ma własnego zaplecza, które rozumie politykę i PiS-owski elektorat. Ma wokół siebie „banksterów” albo ludzi bez wiedzy o meandrach polityki. W kampaniach wewnątrz PiS są oni nazywani „armią dzieci”.

Argumentacja druga: 

– Morawiecki stara się być w swej retoryce bardziej PiS-owski niż najtwardsi PiS-owcy. Takich ludzi to my mamy wielu. Braliśmy go po to, by otworzył nam drzwi do centrum i to nie dało efektu. 

Może to się jeszcze pozmienia, ale na razie następuje delikatne przesuwanie Morawieckiego z roli delfina do, mówiąc Wałęsą, pozycji zderzaka.

O czym spiskują PiS z Kukizem

Wiele wskazuje na to, że wybory do Parlamentu Europejskiego i Sejmu będą mogą być wyrównane. Jak pokazują sondaże różnica między Zjednoczoną Prawicą a koalicją partii opozycyjnych jest niewielka i trudno na dziś przewidzieć jakikolwiek wynik wyborczy. Jednym z możliwych scenariuszy jest zwycięstwo ZP i brak większości sejmowej potrzebnej do rządzenia. Wówczas PiS będzie potrzebowało koalicjanta, który zapewni kilku, może kilkunastu posłów. Na dziś najbardziej realny wydaje się sojusz PiS z Kukiz’15, mogącym liczyć w sondażach na 5-9 proc. poparcia. Czy taki sojusz jest rzeczywiście możliwy?

Od kilku miesięcy w mediach pojawiają się informacje o negocjacjach między Paweł Kukizem a PiS w sprawie postulatów Kukiz’15. Potwierdza je sam Kukiz, dodając, że rozmowy odbywają się z udziałem przedstawicieli prezydenta Andrzeja Dudy i ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro. Co więcej, lider ruchu wyjawił, że na powyższe tematy kilkukrotnie rozmawiał z prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Również politycy PiS niejednokrotnie pozytywnie odnosili się do wizji koalicji, gdyby zaszła taka potrzeba. Trzeba być jednak realistą i takie zapowiedzi traktować jaką grę polityczną – PiS niepewne samodzielnych rządów musi szukać ewentualnych sojuszników, Kukiz’15 marzy o tym, aby być języczkiem uwagi zwycięskiej partii. Warto też wziąć pod uwagę, że PiS niechętnie podchodzi do jakichkolwiek ustępstw, tym bardziej w stosunku do tak małego podmiotu jak Kukiz’15. Po drugie, część postulatów Kukiza od wielu lat jest ostro negowana przez liderów PiS. 

Niemniej lider Kukiz’15 wyjawił niedawno, że rozmowy z PiS są na tyle zaawansowane, że obie strony wystosowały przedstawicieli do omówienia punktów ewentualnego porozumienia. Z wypowiedzi Kukiza w mediach wynika, że jest co najmniej pięć punktów, które po choć częściowym uwzględnieniu skłonią jego ruch do  ewentualnego współrządzenia z PiS. Kukiz konsekwentnie zastrzega, że nie będzie to typowa stała koalicja. Jakie punkty były i są negocjowane?

1. Referendum obligatoryjna dla władzy – po zebraniu miliona podpisów rząd musi przeprowadzić referendum, którego wyniki będą dla niego obligatoryjne. Kukiz chce się od PiS, aby próg frekwencyjny został obniżony do 30 proc. Kukizowcy postulują też, aby proporcjonalnie podobne przepisy obowiązywały na poziomie samorządowym. I choć Kukiz zapowiada, że jest to warunek podstawowy, od którego nie odstąpi, w praktyce nie ma szans na jego wprowadzenie. PiS niechętnie podchodzi do idei cyklicznych referendum, które destabilizowałyby scenę polityczną. Obligatoryjne referendum to zbyt duże ryzyko wprowadzania obywatelskich inicjatyw, które nie są po myśli PiS np. zniesienie zakazu aborcji czy wycofanie religii ze szkół.  

2. Mieszany model ordynacji wyborczej – jak wiadomo naczelnym hasłem Kukiz’15 jest wprowadzenie jednookręgowych okręgów wyborczych w wyborach samorządowych i parlamentarnych. Ponieważ taka wizja jest mało realna, Kukiz chciałby od PiS gwarancji wprowadzenia chociażby modelu mieszanego (ordynacja d’Hondta/ JOW). I tylko na to może liczyć Kukiz, gdyż prezes PiS wielokrotnie odrzucał systemowe wprowadzenie JOW, które w jego opinii mogą doprowadzić do oligarchizacji życia politycznego. Mimo to jest tu pole do kompromisu, co m.in. pokazała zmiana ordynacji wyborczej przeprowadzona przez PiS w 2017 r., która wprowadziła JOW-y w gminach do 20 tys. mieszkańców. 

3. Sędziowie pokoju, wybory członków KRS i Prokuratora Generalnego – w związku z reformą sądownictwa Kukiz’15 skutecznie nakłonił PiS to wprowadzenia instytucji sędziego pokoju, który rozstrzygałby najprostsze sprawy. Tych sędziów wybiorą w głosowaniu obywatele. Takie rozwiązania zakłada najnowszy projekt ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro. PiS wprowadził także postulowany przez Kukizowców mechanizm wybierania członków Krajowej Rady Sądowniczej przez większość sejmową. Ruch chciałby także „odpartyjnienia” stanowiska prokuratora generalnego, którego mieliby wybierać obywatele. Ten punkt jest nierealny. PiS uważa, że oddzielenie funkcji ministra sprawiedliwości od prokuratora generalnego za czasów rządu PO-PSL doprowadziło do wielu patologii w systemie nadzoru. Jedną z pierwszych decyzji PiS po wygranych wyborach w 2015 r. było ponowne połączenie obu funkcji.   

4. Podniesienie kwoty wolnej od podatku/ zmniejszenie biurokracji – Kukizowcy w umowie koalicyjnejchcą zapisać podniesienie kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł dla wszystkich obywateli. Na dziś pomysł wydaje się niewykonalny, gdyż PiS realizuje kolejne wielomiliardowe programy rodzinno-socjalne. Po drugie PiS w 2017 r. podniósł kwotę wolną od podatku z 3091 do 6600 zł. Inny postulat dotyczy ograniczenia biurokracji np. likwidacji Powiatowych Urzędów Pracy, odchudzenia ZUS i innych urzędów oraz gabinetów politycznych. Tu także aktualnie politycy PiS są na „nie”, aczkolwiek istnieje pole do negocjacji np. w sprawie odchudzenia gabinetów politycznych.

5. Wprowadzenie ustawy antykorupcyjnej – to najnowszy postulat Kukiza wzorowanych na przepisach wprowadzonych niedawno we Włoszech. Ustawa antykorupcyjna m.in. zakłada, że posłowie mogliby pracować w Spółkach Skarbu Państwa dopiero po 12 miesiącach od wygaśnięcia mandatu oraz dożywotni zakaz sprawowania władzy przez polityków skazanych za korupcję. Ze wszystkich postulatów Kukiza ten wydaje się najbardziej realny do zaakceptowania przez PiS. Tym bardziej, że rządząca partia przygotowała zbieżne propozycje w tzw. ustawę o jawności życia publicznego, która tymczasowo została zamrożona. Z pewnością PiS będzie chciał do niej wrócić.   

Jak widać obie strony jednocześnie łączy i dzieli kilka punktów. Zatem, czy jest możliwy kompromis? Pytanie czy w ogóle będzie możliwy, bo przecież można sobie wyobrazić, że stronnictwo muzyka wyląduje poza Sejmem. Albo scenariusz, w którym Koalicji Europejska z Platformą na czele i partią Biedronia zdobywa większość dającą władzę. Czy PiS będzie potrzebował Kukiza’15, aby rządzić? Czy PiS przystanie na jakiekolwiek warunki Kukiza? Co będzie w stanie poświęcić za sojusz? Tego wszystkiego dowiemy się jesienią. Warto jednak widzieć, że ożywione i dość konkretne rozmowy między tymi stronnictwami toczą się już dziś.    

Jacek Kurski, człowiek wart 2,6 miliarda złotych rocznie

Jacek Kurski ma prawo być dumny. Cena za jego głowę wynosi aż 2,6 mld złotych rocznie. Płatnicy? Banki i my, tych banków klienci. 

Ciekawa myśl zakopana jest wewnątrz dużego tekstu Eugeniusza Twaroga w dzisiejszym „Pulsie Biznesu”. Myśl taka, że między PiS-em i prezydentem Andrzejem Dudą zawarty jest cichy deal: Większość sejmowa przeprowadza prezydencką ustawę frankową, w zamian za co Duda podpisuje ustawę abonamentową. I, co dodam od siebie, przestaje naciskać na zepchnięcie Jacka Kurskiego z fotela szefa telewizji. 

Sprawy wyglądają następująco. 

Można zaryzykować tezę, że ustawa frankowa ma jednego zwolennika – jest nim Andrzej Duda. Wszyscy inni są z niej niezadowoleni – frankowicze, banki. Ludzie powszechnie uważają ją za niesprawiedliwą i PiS na tym jeszcze traci. Dowodzą tego ostatnie badania przeprowadzone na zlecenie Instytutu Jagiellońskiego. (https://businessinsider.com.pl/finanse/pomoc-dla-frankowiczow-nowy-raport-kantar-i-instytutu-jagiellonskiego/sxvj3z3

Dlaczego PiS w to idzie?  Kwestia politycznego targu z Andrzejem Dudą, który kampanii 2015 roku składał nierozważne obietnice pod adresem frankowiczów i jest o te obietnice wciąż zaczepiany. Na czym ten targ ma polegać? 

Z Pałacu w ostatnich tygodniach docierały sygnały, że Andrzej Duda nie podpisze ustawy abonamentowej (kolejnej kroplówki dla TVP), o ile Jacek Kurski nadal będzie prezesem telewizji.  

No i tak się ciekawie złożyło, że ustawy frankowa i abonamentowa uchwalane będą na jednym posiedzeniu, które zaczyna się w środę. Co interesujące, posiedzenie komisji finansów publicznych przesunięto z czwartku na środę, by nie było żadnych niespodzianek i sprawę franków udało się zamknąć na jednym posiedzeniu. 

Ciąg technologiczny został już ustalony. Proszę zwrócić uwagę, że marszałek Karczewski na przyszły tydzień zapowiedział posiedzenie Senatu, na którym głosowane będą ustawy z rozpoczynającego się właśnie posiedzenia Sejmu. 

Wszystko wskazuje na to, że Andrzej Duda chce mieć na stole jednocześnie obie ustawy – frankową i abonamentową. I tym samym pewność, że nie zostanie wykiwany przez Jarosława Kaczyńskiego wedle zasady: „Niech pan podpisze abonamentową, a frankową panu zrobimy na biegu”. 

Polityczne interesy, logika, terminy podpowiadają jedno. Deal pod tytułem: zachowana głowa Kurskiego przez Kaczyńskiego za ustawę frankową dla Dudy. 

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że precyzyjnie można wskazać, ile Kurski jest wart. Koszty ustawy frankowej rocznie wyniosą 2,6 mld złotych i zapewne potrwają najmniej 10 lat. Zapłacą banki. Może inaczej. My, w cenie kredytów i usług bankowych. 

Czy CBA przykrywa wizerunkowe kłopoty PiS-u?

CBA zatrzymało wczoraj Jacka Krawca, długoletniego prezesa Orlenu za czasów Platformy. To dobra okazja, żeby przyjrzeć się tezie, czy CBA w zamierzony sposób przykrywa wizerunkowe wpadki, które przytrafiają się obozowi władzy?

Każdy z nas, korzystający z mediów społecznościowych, spotkał się z tezą następującą: Kiedy PiS wpada w wizerunkowe kłopoty, do akcji wkracza CBA i zaczyna się operacja odwracania uwagi od spraw dla PiS-u niewygodnych. 

Czy to jest polityczna legenda, czy rzeczywiście tak jest? 

Twardych dowodów – dokumentów, notatek, poleceń, czyjejś wiarygodnej relacji – nie ma. Gdyby była, to PiS miałoby 5 razy większy problem niż z własną największą wizerunkową wpadką. Bo niepodważalne wskazanie, że politycy „odpalają” działania tajnych służb do przykrycia własnych brudów jest w demokracji aferą największą i miałoby siłę tsunami.

Można natomiast prześledzić, co innego. Korelacje czasowe między największymi wpadkami wizerunkowymi władzy i głośnymi akcjami CBA. Spójrzmy na 11 znanych i wizerunkowo trudnych sytuacji dla władzy – od dziś do listopada 2017, czyli w okres ostatnich 15 miesięcy. 

– Lustracyjne zamieszanie wokół Kazimierza Kujdy, bliskiego współpracownika Jarosława Kaczyńskiego i odwołanie go ze stanowiska szefa NFOŚ

– Sprawa Srebrnej 

– Zarobki w NBP

– Afera KNF

– Taśmy Morawieckiego

– Protesty w sprawie reformy sądownictwa pt. Łańcuch Światła 

– Getback

– Sprawa majątku Morawieckiego

– Nagrody dla rządu Szydło 

– Nowelizacja ustawy o IPN

– Spór prezydenta z Antonim Macierewiczem i dymisja szefa MON

W przypadku 5 z 11 wymienionych sytuacji istnieje korelacja czasowa z głośnymi akcjami CBA, które miały silny oddźwięk, również dzięki nadaniu im mocnego rozgłosu przez media sprzyjające władzy. 

Dla czystości analizy trzeba odnotować, że CBA mocno się zaktywizowało w ostatnich latach. Dla przykładu, w 2017 po akcjach Biura przedstawiono zarzuty trzem tysiącom osób, w 2015 było tych zarzutów niemal dokładnie dwa razy mniej. Można więc powiedzieć, że każdego dnia CBA kogoś zatrzymuje, komuś wchodzi do domu. Tyle, że przy tej analizie mówimy zatrzymaniach głośnych, które miały szansę przykrywać wpadki władzy. Przyjrzyjmy się konkretnym sytuacjom.

1.

12 lutego 2019. Fotel szefa NFOŚ traci Kazimierz Kujda, były szef spółki Srebrna i od lat bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego. To pokłosie faktu, że Kujda był zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa. Wizerunkowo sytuacja jest trudna dla szefa PiS-u. Okazuje się bowiem, że przez lata jednym z jego najbardziej zaufanych ludzi był człowiek uznawany przez SB za swego współpracownika. 

Tego samego dnia, gdy w niesławie odchodzi Kujda, CBA zatrzymuje Jacka Krawca, b. szefa Orlenu za czasów rządów PO, jednego z najważniejszych prezesów epoki Tuska. Zarzuty, jak na skalę biznesu prowadzonego przez Orlen, są nad wyraz skromne.

2.

W piątek 25 stycznia prawnicy austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera składają zawiadomienie w warszawskiej prokuraturze w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa przez Jarosława Kaczyńskiego przy okazji negocjacji dotyczących inwestycji spółki Srebrna. Kazimierz Marcinkiewicz, powołując się na źródła w PiS, podał w programie Tłit w WP.PL., że weekend tuż po złożeniu zawiadomienia w siedzibie Prawa i Sprawiedliwości trwały narady, co zrobić w związku ze zbliżającą się burzą.

W poniedziałek 28 stycznia CBA zatrzymuje byłego rzecznika MON Bartłomieja M. oraz byłego posła PiS Mariusza Antoniego K. w związku z ich działalnością wokół grupy PGZ. Warto zauważyć, że już ponad 9 miesięcy temu tygodnik „Sieci” opisywał szczegóły podejrzanych działań Bartłomieja M. wokół PGZ, dokładnie tych, za które został zatrzymany 28 stycznia. 

29 stycznia „Wyborcza” publikuje pierwszy tekst o taśmach Jarosława Kaczyńskiego.

Tego samego dnia CBA zatrzymuje Pawła Olechnowicza, długoletniego prezesa Lotosu, a także m.in. Tomasza S., byłego asystenta Sławomira Nowaka, byłego polityka PO. Nieprawidłowości dotyczyć mają czasu rządów poprzedniej kolacji. Wniosek aresztowy dotycząca Olechnowicza jednak przepada przed sądem i były prezes Lotosu zostaje na wolności.

W opisywanym tygodniu sprawa Srebrnej żyje mocno. „Wyborcza” publikuje kolejne odcinki, inne niechętne PiS-owi media dokładają własne ustalenia. 

31 stycznia CBA informuje o zatrzymaniu trzech biznesmenów podejrzewanych o przekazywanie korzyści Stefanowi Niesiołowskiemu, w tym w postaci usług seksualnych prostytutek. Jednocześnie przeciekają pikantne szczegóły spółkowania byłego polityka PO z prostytutkami. Trendy zainteresowania z Google z tamtych dni pokazują, że temat Niesiołowskiego zdecydowanie wygrywa z innymi i przykrywa Srebrną. 

3.

13 listopada wybucha afera KNF. „Wyborcza” publikuje stenogram poufnych rozmów bankiera Leszka Czarneckiego z szefem nadzoru finansowego Markiem Chrzanowskim. Sprawa jest głośna przez następne tygodnie. 29 listopada Chrzanowski zostaje aresztowany na dwa miesiące.

6 grudnia CBA zatrzymuje szefów KNF-u z czasów rządów PO-PSL. Zarzuty? Zaniedbania związane ze SKOK Wołomin. Sąd nie zgadza się z wnioskiem, by ich osadzić w areszcie. Sprawa budzi duże poruszenie, szczególnie wątek związany z b. wiceszefem KNF Wojciechem Kwaśniakiem. Został on bowiem w 2014 roku na zlecenie dysponentów SKOK Wołomin pobity pałką teleskopową, co niemal przypłacił życiem. Teza, że cała akcja zrobiona została po to, by obóz władzy mógł stawiać tezę: „Afera w KNF za Chrzanowskiego? Prawdziwe afery w KNF były wcześniej” był mocno eksponowany w dyskusjach publicznych.

4.

12 marca 2018 r. „Newsweek” publikuje artykuł na temat rzekomego ukrywanego majątku przez Mateusza Morawieckiego. Dziennikarze dowodzili, że premier w oświadczeniach majątkowych zataił kilka nieruchomości, a wchodząc do polityki przepisywał część dóbr na żonę. Ponadto małżonka PMM zaciągnęła kredyt o wartości 2 mln franków szwajcarskich w banku BZ WBK, którego prezesem był jej mąż. Kontrowersje wzbudził to, że żona premiera otrzymał kredyt na firmę zaledwie po dwóch tygodniach od założenia działalności gospodarczej. Przy okazji miał to być dowód na kłamstwo premiera wielokrotnie zarzekającego się, że jego banki nie udzielały kredytów w obcych walutach. W kolejnych tygodniach finanse premiera lustrowały kolejne antyrządowe media. 

27 marca CBA podało wiadomość o uzupełnieniu zarzutów dla ministra sportu w rządzie PO-PSL, Andrzeja B. Chodzić miało o zatajenie dochodów – 120 tysięcy złotych w 2016 roku. 

29 marca CBA zatrzymuje Jacka Kapicę, b. wiceministra finansów w rządzie PO-PSL. Sąd uznaje potem, że zatrzymanie było bezzasadne, jednak Kapicy zostają przedstawione zarzuty, że nie dopełnił obowiązków służbowych. 

5.

9 lutego 2018 r. poseł PO Krzysztof Brejza publikuje na Twitterze post z listą nagród finansowych za 2017 r. dla ministrów rządu Beaty Szydło – rządzący politycy otrzymali dodatkowe 2 mln zł. Temat szybko podchwyciły media i przez ponad dwa miesiące PiS musiało tłumaczyć się z podwójnych zarobków. Jednocześnie politycy opozycji rozpoczęli w kraju akcję bilboardową „Konwój wstydu”, przypominającą o premiach. Kulminacją sprawy było wystąpienie w Sejmie premier Beaty Szydło (22.03.2018 r.), która stwierdziła, że nagrody ministrom się należały. Wielu odebrało to jako przejaw arogancji władzy. Afera zmusiła PiS do przygotowania i przyjęcie ustaw zmniejszającej zarobki posłów, senatorów i samorządowców. 

8 marca 2018 CBA podało komunikat o kontroli w Urzędzie Miasta w Inowrocławiu, którego prezydentem jest Ryszard Brejza, ojciec wspomnianego już posła PO. Tego posła, który rozpoczął akcję związaną z nagrodami. 

28 marca CBA poinformowało, że była urzędniczka z Urzędu Miasta Inowrocławia usłyszała w prokuraturze 34 zarzuty. Kobiecie zarzucono, że wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami dokonywała oszustw na szkodę urzędu. 12 kwietnia ub.r. CBA zatrzymało kolejne cztery osoby podejrzane o wyłudzanie pieniądze z UM w Inowrocławiu. 

****

Pięć na jedenaście historii to dużo? Przypadek, czy „przykrywanie”? Niech każdy sobie oceni to we własnym zakresie. Najwięcej wątpliwości budzą chyba dwie sytuacje. Ostatnie wzmożenie aktywności przy okazji sprawy Srebrnej i głośna historia z KNF-em, gdzie akurat zaraz po sprawie Marka Ch., zatrzymano byłych szefów tej instytucji z czasów rządu PO-PSL. 

Ludzie Zakonu PC. Gdzie są, co robią i co mają.

Zakon PC i układ sił w PiS. 

Politycy, którzy zaczynali karierę na początku lat ‘90 w Porozumieniu Centrum tworzą w PiS nieformalną grupę nazywaną Zakonem PC. Przed wyborami parlamentarnymi w 2015 r. „zakonnicy” zajmowali czołowe pozycje na listach wyborczych, a po wygranej otrzymali teki ministerialne. Celem analizy jest odpowiedź na pytanie, jaką pozycję w PiS zajmują te osoby dzisiaj – na kilka miesięcy przed rozpoczęciem maratonu wyborczego. Czy po wyborach 2015 r. sprostali zadaniu, a ich pozycja polityczna jest silniejsza, czy wręcz przeciwnie – powodowali kryzysy wizerunkowe i w związku z tym zostali politycznie zmarginalizowani? Czy mogą być źródłem kolejnych kryzysów?   

Analiza obejmuje byłych członków PC, którzy dziś są aktywnymi politykami PiS lub wpływowymi osobami w życiu publicznym, związanymi z tą partią. Brano pod uwagę wydarzenia z l. 2015-2019. Oczywiście w tym klasycznym pojęciu „Zakon PC” do politycy, którzy nieprzerwanie trwali przy Jarosławie Kaczyńskim od lat 90. do dziś i w takim ujęciu klasycznym „zakonnikami” nie są Jan Parys, czy Jacek Kurski, którzy na przestrzeni ostatnich lat krążyli między różnymi politycznymi tworami. Jednak i takie osoby, będące starymi wiarusami prezesa Kaczyńskiego z czasów Porozumienia Centrum są poniżej opisane. 

Główne wnioski

  • Poza Joachimem Brudzińskim wszyscy członkowie Zakonu PC byli źródłem problemów wizerunkowych dla PiS.
  • Obecnie pozycja Zakonu PC w PiS nie jest już tak silna, jak w 2015 r., ponieważ w związku z kryzysami wizerunkowymi duża część „zakonników” (m.in. Krzysztof Jurgiel, Jan Szyszko, Adam Lipiński) została odsunięta od centrum władzy przez premiera Mateusza Morawieckiego (PMM).
  • Mimo osłabienia „zakonnicy” nadal są jedną z kluczowych frakcji w partii. Zajmują nie tylko eksponowane stanowiska w rządzie, ale są też wśród mniej znanych posłów, którzy odgrywają czasem ważną rolę wewnątrz partii (np. Leonard Krasulski, Waldemar Andzel).  

1. Politycy odsunięci od centrum władzy

Andrzej Adamczyk, min. Infrastruktury, powołany do rządu po wyborach w 2015 r. Skonfliktowany z PMM. Za jego kadencji resort jest stopniowo okrajany z kompetencji. W końcu 2017 r. budownictwo trafiło do Min. Inwestycji i Rozwoju a nadzór nad programem Mieszkanie+ przejął PMM. Z początkiem 2018 r. Mikołaj Wild został wiceministrem i w związku z CPK przejął częściowy nadzór nad kolejami
i lotnictwem. 

AA wyższe wykształcenie zdobył dopiero jako minister, media spekulowały, że mógł splagiatować swoją pracę magisterską. 

Oświadczenie majątkowe: dom o pow. 187,10 m.kw o wartości 450 tys. zł oraz oszczędności: 174 tys. zł i 440 euro. Posiada 2 działki budowlane i 4 udziały w działkach o łącznej wartości ok. 382 tys. zł. Nie posiada kredytu.

Pozycja polityczna: systematycznie marginalizowany, ale mimo powtarzających się pogłosek o dymisji pozostaje na stanowisku.

Krzysztof Jurgiel, wiceprzewodniczący PiS, b. min. rolnictwa, powołany do rządu po wyborach w 2015 r., miał zostać zdymisjonowany, ale 16.06.2018 r. sam podał się do dymisji. Przyczyną odwołania miał być brak odpowiedniej reakcji na rozprzestrzenianie się afrykańskiego pomoru świń (ASF). Szerokim echem medialnym odbiły się zmiany prezesów w państwowej stadninie koni w Janowie Podlaskim, co doprowadziło przedsiębiorstwo do dużych strat. Mimo usunięcia z urzędu zachował wpływy w regionie.  

Oświadczenie majątkowe: dom o pow. 150 m.kw. o wartości 450 tys. zł, 250 tys. zł oszczędności. Współwłaściciel działki 454 m.kw. o wartości 70 tys. zł. Nie posiada kredytu. 

Pozycja polityczna: zmarginalizowany, ale zachował wpływ w regionie.

Adam Lipiński, poseł, po wyborach w 2015 r. minister w KPRM, we wrześniu 2016 r. przesunięty na stanowisko pełnomocnika ds. równego traktowania oraz społeczeństwa obywatelskiego. Ten ruch kadrowy był de facto degradacją. Urząd ministra stracił w tym czasie również protegowany AL – min. skarbu Dawid Jackiewicz. Żona AL., Halina Wojnarska, zasiada w zarządzie spółki Srebrna, określanej przez media jako zaplecze finansowe PiS.

Oświadczenie majątkowe: dom o pow. 156 m.kw. o wartości 600 tys. zł i mieszkanie o pow. 99 m.kw. o wartości 700 tys. zł, 104 tys. zł oszczędności. Kredyt na zakup domu w wysokości 400 tys. zł. 

Pozycja polityczna: marginalizowany, ale nadal bliski człowiek prezesa Jarosława Kaczyńskiego (PJK).

Jan Szyszko, poseł, b. min. środowiska, powołany do rządu po wyborach w 2015 r., zdymisjonowany w styczniu 2018 r. Za jego kadencji miała miejsce wycinka drzew w Puszczy Białowieskiej, którą Trybunał Sprawiedliwości UE uznał za niezgodną z prawem. Z resortu JSz wyszła kontrowersyjna ustawa liberalizująca przepisy dot. wycinki drzew na posesjach prywatnych. JSz był oskarżany przez media o nepotyzm po tym jak kamery zarejestrowały sytuację, gdy polecał Mariuszowi Błaszczakowi do pracy nieznaną kobietę, określoną jako „córka leśnika”.

Oświadczenie majątkowe: dom o pow. 179 m.kw. o wartości 350 tys. zł. Oszczędności: 285 tys. zł oraz 53 tys. euro. Gospodarstwo rolne o pow. 170,2798 ha. JSz nie osiąga dochodu z gospodarstwa rolnego. Nie posiada kredytu.

Pozycja polityczna: zmarginalizowany, ale wpływowy w kręgach Radia Maryja.

Krzysztof Tchórzewski, min. energii, powołany do rządu po wyborach w 2015 r. Skonfliktowany z PMM. Przyczyną nieporozumień jest model energetyki, z czego wynikło m.in. zamieszanie wokół ustawy smogowej, forsowanej przez PMM. TK jest poddany intensywnym działaniom lobby węglowego. Ostatnio wyraźnie stracił kontrolę nad sytuacją wz. z kryzysem dot. cen energii. TK był oskarżany o nepotyzm, jeden z synów był dyrektorem w PZU, inni pracowali w spółkach państwowych. TK stracił polityczną kontrolę nad Orlenem i Lotosem na rzecz PMM.

Oświadczenie majątkowe: dom o pow. 131,75 m.kw. o wartości 350 tys. zł oraz działka budowlana z domem w stanie surowym o pow. 1360 m.kw. o wartości 250 tys. zł. Oszczędności wynoszą niemal 71 tys. zł. Posiada papiery wartościowe o łącznej wartości 131 tys. zł. Udziały w Investpolu o wartości 360,5 tys. zł. Nie ma kredytu.

Pozycja polityczna: marginalizowany, wymieniany wśród kandydatów do dymisji.

2. Politycy ze ścisłego centrum władzy

Mariusz Błaszczak, poseł, wiceprzewodniczący PiS, po wyborach 2015 r. mianowany ministrem w MSWiA, odwołany w styczniu 2018 r. i powołany od razu na stanowisko ministra w MON. O MB było głośniej w mediach w związku z fiaskiem projektu zakupu australijskich fregat dla MON. Poza tym krytycznie komentowano jego słowa („parada sodomitów”) z sierpnia 2018 r. na temat poznańskiej Parady Równości.  

Oświadczenie majątkowe: dom o pow. 155,78 m.kw. o wartości 500 tys. zł oraz mieszkanie o pow. 49,23 m.kw. o wartości 150 tys. zł. Jego oszczędności wynoszą 450 tys. zł. Posiada też ½ udziału w domu o pow. 58 m.kw oraz 2 działki (643 m.kw. i 576 m.kw.) w spadku po ojcu o łącznej wartości 250 tys. zł. Błaszczak posiada też polisę ubezpieczeniową o wartości 40 tys. zł. Nie posiada kredytu. 

Pozycja polityczna: bardzo silna, wynikająca z bliskiej współpracy z PJK

Joachim Brudziński, poseł, po wyborach 2015 r. marszałek Sejmu, od stycznia 2018 r. minister w MSWiA. Nie był bohaterem żadnej afery, ani nie przyczynił się do wybuchu żadnego kryzysu.
W sierpniu 2018 r. przekonał PJK, aby zrezygnować z zakupu australijskich fregat – projektu Mariusza Błaszczaka i PAD. To wszystko pokazuje jego bardzo silną pozycję polityczną, której fundamentem jest bliska relacja z PJK, a także dobre relacje z PMM.

Oświadczenie majątkowe: dom o pow. 120 m.kw. o wartości 230 tys. zł oraz 214 tys. zł oszczędności. Polisa na życie PZU o wartości 58,8 tys. zł. Nie posiada kredytu. 

Pozycja polityczna: bardzo silna.

Marek Suski, poseł, w lipcu 2016 r. został wiceprzewodniczącym komisji śledczej ds. Amber Gold. Podczas obrad Komisji skompromitował się pytaniem do jednego ze świadków o nazwisko carycy Katarzyny. Po objęciu funkcji premiera przez PMM w grudniu 2017 r., MS został szefem Gabinetu Politycznego Prezesa Rady Ministrów. Na początku 2019 r. wyszło na jaw, że gdy przedstawiciele Komisji Europejskiej badali w Polsce praworządność, MS powiedział im, że polscy sędziowie w ogródkach trzymają zakopane złoto. W 2016 r. media powtarzały jego słowa o tym, że PJK się nie ożenił „bo służył Polsce”. Zasiada w radzie nadzorczej spółki Srebrna.

Oświadczenie majątkowe: dom o pow. 100 m.kw. o wartości 350 tys. zł. Oszczędności: 60 tys. zł i 1,2 tys. euro. Nie ma kredytu. 

Pozycja polityczna: człowiek PJK w KPRM, mocna pozycja blisko PJK. 

Marek Kuchciński, poseł, marszałek Sejmu, wybrany na stanowisko po wyborach 2015 r. MK był związany ze wszystkimi kryzysami, związanymi z funkcjonowaniem Sejmu. W grudniu 2016 r. wykluczył z obrad sejmu posła PO Michała Szczerbę, co zapoczątkowało okupację mównicy sejmowej przez posłów opozycji i wywołało dalsze kryzysy (głosowanie w Sali Kolumnowej). MK ograniczył możliwość poruszania się po Sejmie i zakazywał wstępu do Sejmu ekspertom i dziennikarzom.

Oświadczenie majątkowe: dom o pow. 130 m.kw. o wartości 850 tys. zł. Oszczędności wynoszą: 15 tys. zł i 200 euro. Działka budowlana o pow. 0.09 ha o wartości 160 tys. zł oraz 2 działki rolne o łącznej powierzchni 5,8 ha o wartości w sumie 112 tys. zł. Nie posiada kredytu.

Pozycja polityczna: wciąż pozostaje na stanowisku mimo szerokiej krytyki.

Jarosław Zieliński, poseł, wicemin. MSWiA, powołany na stanowisko po wyborach w 2015 r.
W 2018 r. w mediach pojawiło się wiele artykułów na temat wykorzystywania przez JZ podlaskich służb mundurowych do celów półprywatnych (np. przygotowywanie confetti na przyjazd JZ). Na JZ, który nadzoruje policję, spada polityczna odpowiedzialność za niezadowolenie i protesty policjantów (tzw. „psia grypa”). 

Oświadczenie majątkowe: dom o pow. 250 m.kw. o wartości 250 tys. zł, mieszkanie o pow. 41,7 m.kw. o wartości 130 tys. zł. Gospodarstwo rolne o pow. 5,01 ha o wartości 100 tys. zł., działka o pow. 3080 m.kw. o wartości 110 tys. zł. Nie ma kredytu.

Pozycja polityczna: wciąż pozostaje na stanowisku mimo szerokiej krytyki.

3. Ważni posłowie z drugiego szeregu

Waldemar Andzel, poseł,członek prezydium klubu, od wyborów w 2015 r. zastępca przewodniczącego Komisji Obrony Narodowej, od stycznia 2018 r. członek komisji ds. służb specjalnych. Po przejściu Marka Suskiego do KPRM, WA przejął jego obowiązki – został członkiem komisji ds. służb specjalnych, reprezentuje klub PiS na konwentach seniorów, współpracuje z szefem klubu Ryszardem Terleckim.
W marcu 2018 r. media informowały, że WA nieoficjalnie odpowiada za dyscyplinę wśród posłów. Na jednym ze zdjęć w Sejmie siedzi w drugim rzędzie tuż za PJK, Mariuszem Błaszczakiem i Ryszardem Terleckim.

Oświadczenie majątkowe: mieszkanie o pow. 85,30 m.kw. o wartości 367 tys. zł oraz oszczędności: 602 tys. zł. Udziały w funduszu inwestycyjnym o wartości 21,8 tys. zł. Nie ma kredytu.

Pozycja polityczna: pozycja nieeksponowana, ale silna, cieszy się dużym zaufaniem władz partii. 

Marek Ast, poseł, od wyborów w 2015 r. przewodniczący sejmowej komisji ustawodawczej
i wiceprzewodniczący komisji nadzwyczajnej ds. zmian w kodyfikacjach, członek prezydium klubu, PJK wspomina go w swojej książce, kiedy mówi o ludziach, którzy wspierali go w tworzeniu PC. MA w lipcu 2018 r. prezentował w Sejmie 5 nowelę ustawy o SN. W listopadzie 2017 r. podczas prac nad projektami ustawy o KRS oglądał mecz piłki nożnej na tablecie. W grudniu 2015 r. podczas debaty w Trybunale Konstytucyjnym nt. nowelizacji TK ośmieszony przez sędziego Piotra Tuleję.

Oświadczenie majątkowe: wspólnie z żoną posiadają dom o pow. 170 m.kw. o wartości 300 tys. zł oraz działkę o pow. 700 m.kw. wartą 40 tys. zł. Wykazuje 45 tys. oszczędności. Poseł ma dwie pożyczki: hipoteczną (4,5 tys. zł) i sejmową (28 tys. zł).

Pozycja polityczna: eksponowany medialnie wz. z reformami sądowymi, ale nie musi to oznaczać silnej pozycji politycznej.

Witold Czarnecki, poseł, członek prezydium klubu, prezes zarządu okręgowego PiS w Wielkopolsce. W 2017 r. uważany był za lidera całego wielkopolskiego PiS, osobę o najmocniejszej pozycji politycznej w partii spośród ludzi z regionu. 

Oświadczenie majątkowe: mieszkanie o pow. 67,7 m.kw i wartości 230 tys. zł oraz lokal mieszkalny
o pow. 26,92 m.kw. i wartości 80 tys. zł. Wykazuje też 225 tys. zł oszczędności. Nie ma kredytu.

Pozycja polityczna: pozycja nieeksponowana, co nie znaczy, że nie cieszy się zaufaniem władz partii. 

Tadeusz Dziuba, poseł, od wyborów w 2015 r. zastępca przewodniczącego w komisjach zdrowia oraz ds. kontroli państwowej, prezes zarządu okręgowego PiS w Wielkopolsce. W maju 2018 poręczył za lidera kibiców Lecha Poznań, zatrzymanego po zadymie stadionowej. W ramach kontroli poselskiej
w czerwcu 2018 r. wkroczył do urzędu miasta Poznań i zażądał dokumentów m.in. w sprawie nagród dla urzędników.

Oświadczenie majątkowe:  mieszkanie o pow. 70 m.kw. i wartości 300 tys. zł oraz nieruchomość niezabudowana o pow. 1150 m.kw. o wartości 30 tys. zł. Oszczędności w kwocie 66,5 tys. zł i papiery wartościowe o wartości 267,2 tys. zł. Posiada 4 samochody i nie ma kredytu.

Pozycja polityczna: pozycja nieeksponowana, raczej marginalna.

Leonard Krasulski, poseł, członek prezydium klubu, jeden z założycieli PC, po wyborach w 2015 r. został zastępcą przewodniczącego sejmowej Komisji Gospodarki i Rozwoju. Na początku 2017 r. w mediach pojawiły się informacje, że LK służył w LWP w jednostce, która brała udział w pacyfikacji Wybrzeża
w 1970 r. LK twierdził, że nie uczestniczył w tych działaniach, ale eksperci nie dawali temu wiary. LK był oskarżany też o kłamstwo ws. swojego wykształcenia. Zarzucano mu nepotyzm (zatrudnienie syna
w państwowej spółce). W mediach pojawiły się informacje, że LK odpowiada za dyscyplinę w PiS. 

Oświadczenie majątkowe: mieszkanie o pow. 78 m.kw. o wartości 200 tys. zł oraz działka rekreacyjno-budowlana z domkiem „holenderskim” o pow. 800 m.kw. o wartości 100 tys. zł. Posiada kredyt budowlany na kwotę 60 tys. zł i pożyczkę sejmową w wysokości 25 tys. zł. 

Pozycja polityczna: pozycja nieeksponowana, ale mimo poważnych zarzutów – stabilna.

Jan Żaryn, senator, jeden z autorów koncepcji polityki historycznej PiS. W lutym 2018 r. wśród kontrowersji powołany do Rady Muzeum II Wojny Światowej. Pod koniec 2018 r. JŻ oskarżył na TT wiceministra infrastruktury Marka Chodkiewicza o spowalnianie procedowania ustawy mającej być pomocą dla podwykonawców na budowach dróg. Chodkiewicz zaprzeczał
i groził skierowaniem sprawy przeciw JŻ do sądu. Żaryn pokornie opublikował oświadczenie Chodkiewicza. JŻ nie był członkiem PC, ale w 1993 r. z ramienia PC bezskutecznie ubiegał się o mandat posła, kandydaturę Żaryna rekomendował Wojciech Ziembiński, współtwórca PC.

Oświadczenie majątkowe: dom o pow. 109 m.kw. i wartości 800 tys. zł oraz 2 działki bez prawa zabudowy o pow. 1,3 i 4 ha, 3 samochody. 11 źródeł dochodu, oprócz tych związanych z polityką ma wynagrodzenia m.in. z IPN, NBP, kancelarii Sejmu, „Tygodnika Niedziela”, Grupy medialnej Fratria. Senator wykazuje też oszczędności: 129 tys. zł i 500 dolarów USD. Ma dwa kredyty: 80 tys. zł (do spłaty 15 tys. zł) i 25 tys. zł (do spłaty 17 tys. zł).

Pozycja polityczna: relacje z PJK, oparte na wspólnej wizji polityki historycznej. 

4. Wpływowe osoby niebędące posłami

Andrzej Diakonow, b. członek PZPR, w przeszłości poseł PiS. W czerwcu 2015 r. wszedł do rady politycznej Ruchu Narodowego. W 2016 r. został dyrektorem Departamentu Audytu Wewnętrznego
w Narodowym Banku Polskim, a w 2017 r. zastępcą szefa KNF – pełni tę funkcję do tej pory, jego nazwisko nie pojawiało się w kontekście afery NBP.

Pozycja polityczna: stanowisko zawdzięcza relacji z Adamem Glapińskim.

Adam Glapiński, prezes NBP od 2016 r. Z jego rekomendacji szefem KNF został Marek Chrzanowski, zatrzymany przez policję w grudniu 2018 r., oskarżony o złożenie propozycji korupcyjnej Leszkowi Czarneckiemu, szefowi Getin Banku. W styczniu 2019 r. jednym z najgłośniejszych tematów medialnych były bardzo wysokie zarobki i rozwój karier najbliższych współpracownic AG w NBP.

Pozycja polityka: krytykowany przez polityków PiS, ale jest nieusuwalny ze stanowiska.

Prof. Grzegorz Górski, w. l. 2011-2014 członek Trybunału Stanu. W 2018 r. w trakcie kryzysu wokół Sądu Najwyższego zgłosił swoją kandydaturę na stanowisko sędziego Izby Kontroli Nadzwyczajnej
i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. Krajowa Rada Sądownictwa jednak w sierpniu 2018 r. odrzuciła jego kandydaturę.

Pozycja polityczna: naukowiec, ekspert, był członkiem PiS.

Wojciech Jasiński, b. prezes Orlenu, powołany na stanowisko bez konkursu po wyborach w 2015 r. (zrzekł się mandatu posła), w czerwcu 2017 r. wybrany ponownie bez konkursu na 3-letnią kadencję, odwołany w lutym 2018 r. Jasiński był przeciwny inwestycji Orlenu w budowę elektrowni atomowej, poza tym zatrudniał w Orlenie byłych urzędników resortu skarbu (którym kierował w rządzie PJK), wiceprezesem spółki był Mirosław Kochalski, którego nazwisko pojawiało się w kontekście warszawskiej reprywatyzacji (w l. 2005-2006 był p.o. prezydenta). Jasiński od 2015 r. jako emeryt otrzymuje z ZUS ok. 6,5 tys. zł emerytury, natomiast w okresie prezesury w Orlenie mógł zarobić nawet 5 mln zł. Od maja 2018 r. doradca zarządu w Enerdze. 

Pozycja polityczna: nadal bliski człowiek PJK.

Jacek Kurski, od stycznia 2016 r. prezes TVP. Telewizja Publiczna pod rządami JK jest permanentnie atakowana zarówno przez opozycję, jak i polityków i publicystów prawicy, za brak obiektywizmu
i toporne sprzyjanie PiS. Poza tym JK był atakowany za przyznanie wysokich premii swojej partnerce Joannie Klimek, wykorzystywanie służbowej limuzyny do celów prywatnych. Od października 2016 r. pojawiają się informacje, że JK wygrał konkurs na prezesa TVP z naruszeniem przepisów (za późno się zgłosił).

Pozycja polityka: mimo ciągłych ataków i powtarzających się pogłosek o dymisji JK utrzymuje się na stanowisku.

Janusz Niedziela, w grudniu 2016 r. powołany na stanowisko prezesa Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, odwołany w lipcu 2018 r. Za dymisją JN stał wiceminister Infrastruktury Mikołaj Wild, który zarzucał JN zaniedbania i merytorycznie błędne decyzje. Natomiast do mediów trafiły informacje o konflikcie JN ze związkami zawodowymi, zwalnianiu ekspertów, zatrudnieniu urzędniczki, której prokuratura postawiła zarzuty w aferze Amber Gold, zatrudnieniu Elżbiety Jakubiak, byłej minister sportu w rządzie PJK, która od dawna w partii jest na cenzurowanym.

Pozycja polityczna: mimo relacji z PJK został odwołany ze stanowiska.

Jan Parys, w listopadzie 2015 r. powołany na stanowisko szefa gabinetu politycznego MSZ, odwołany w styczniu 2018 r. wraz z odejściem z resortu Witolda Waszczykowskiego i przyjściem Jacka Czaputowicza, do kwietnia 2018 r. pracował w Akademii Dyplomatycznej MSZ. Uważano go za wysłannika PJK w MSZ. JP jest znany jako zwolennik lustracji, dekomunizacji i desowietyzacji. JP był autorem jednej z notatek służbowych, opisujących kryzys w relacjach z USA, ujawnionych przez Onet w marcu 2018 r., w trakcie kryzysu dot. ustawy o IPN. W kwietniu 2018 r. media ujawniły koszty zagranicznych delegacji ministerialnych doradców – okazało się, że najdroższą podróż odbył JP.

Pozycja polityczna: obecnie marginalizowany.  

Prof. Wojciech Polak, od lutego 2016 r. w składzie Narodowej Rady Rozwoju przy PAD, od czerwca 2016 r. członek kolegium IPN, rekomendowany przez PiS, związany z toruńską uczelnią o. Rydzyka.
W czerwcu 2016 r. podczas konkursu na członka kolegium IPN mówił w Senacie, że zbrodnia
w Jedwabnem „jest dziełem Niemców, którzy dla Polaków przewidzieli rolę po prostu spędzonych, biernych widzów”. Uważa, że osadzona w więzieniu w 2017 r. działaczka narodowa Barbara Poleszuk (została prawomocnie skazana za czynną napaść na policjanta) jest więźniem politycznym, a na jej wyrok skazujący mogły wpłynąć lokalne układy i praktyki szykanowania osób o poglądach narodowych.

Pozycja polityczna: naukowiec, ekspert, był członkiem PiS.

5. Posłowie szerzej nieznani

Barbara Bubula, posłanka, od wyborów w 2015 r. zastępca przewodniczącego w Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii. Radykalna zwolenniczka polonizacji mediów, zarówno
w zakresie własności, jak i nadawanych treści.

Oświadczenie majątkowe: mieszkanie o pow. 36,75 m.kw. i wartości 260 tys. zł oraz dom o pow. 70 m.kw. i wartości 170 tys. zł. Gospodarstwo rolne o pow. 1,99 ha o wartości 75 tys. Jej oszczędności wynoszą 157 tys. zł. Z tytułu zasiadania w radzie programowej TVP zarobiła 5 tys. zł. Nie ma kredytu. 

Pozycja polityczna: członek obozu „radiomaryjnego” w PiS.

Waldemar Bonkowski, senator, w lutym 2018, po serii antysemickich wpisów w mediach społecznościowych, został zawieszony przez PJK w prawach członka PiS i został senatorem niezrzeszonym.

Oświadczenie majątkowe: dom o pow. 200 m.kw. i wartości 400 tys. zł oraz dwa gospodarstwa rolne
o pow. 35 ha (własność)i 310 ha (współwłasność z żoną) o wartości odpowiednio: 1,5 mln i 6 mln zł.
Z tego tytułu zarobił 300 tys. zł, w tym z dopłat z UE. Ma też działkę o pow. 0,639 ha
o wartości 880 tys. zł. Jego oszczędności wynoszą 300 tys. zł. Senator ma dwa kredyty: na zakup ziemi 285,5 tys. zł i 145,6 tys. na zakup maszyn.

Pozycja polityczna: marginalna.

Szymon Giżyński, poseł, od lipca 2018 r. sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa. W kwietniu
2016 r. krytykowany za drwiny podczas prezentacji raportu o przestępstwach popełnianych na tle nienawiści rasowej. Znany z dziwacznych wypowiedzi, np. „Wysoki Sejmie, podszywając się pod sławę i rozwój wcześniejszych topowych zespołów, na niemieckim rynku muzycznym pojawiły się dwie nowe, entuzjastycznie przyjęte w Niemczech kapele – Budka Suflera i Boney M” (wrzesień 2017 r.), co było nawiązaniem do posłów Borysa Budki i Michała Boniego, których PiS nazywa proniemieckimi.

Oświadczenie majątkowe: dom o pow. 120 m.kw. i wartości 400 tys. zł oraz 150 tys. zł oszczędności. Papiery wartościowe o wartości 45 tys. zł oraz udziały w spółce handlowej w kwocie 7,8 tys. zł. Nie ma kredytu.

Pozycja polityczna: marginalna.

Czesław Sobierajski, poseł, od marca 2018 r. zastępca przewodniczącego Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych. We wrześniu 2016 r. twierdził, że gminy wokół Opola protestują przeciw włączeniu ich do miasta, ponieważ rządzi w nich mniejszość niemiecka.

Oświadczenie majątkowe: mieszkanie o pow. 133 m.kw. i wartości 300 tys. zł oraz 28 tys. zł oszczędności. Jego księgozbiór jest wyceniany na 70 tys. zł. Ma kredyt mieszkaniowy o wartości niemal 51 tys. zł oraz pożyczkę w kwocie niemal 21 tys. zł. 

Pozycja polityczna: marginalna.

Beata Mateusiak-Pielucha, posłanka, w listopadzie 2016 r. media komentowały jej felieton z serwisu wPolityce.pl, w którym domagała się, żeby deportować polskich ateistów, prawosławnych czy muzułmanów, jeśli nie respektują polskich tradycji.

Oświadczenie majątkowe: wspólnie z dziećmi posiada (w udziale 1/4) dom o pow. 168 i wartości 250 tys. zł, grunty leśne o pow. 5,4358 ha i wartości 3,6 tys. zł oraz działkę budowlaną o pow. 0,3815 ha
i wartości 70 tys. zł. Nie ma kredytów.

Pozycja polityczna: marginalna.

Anna Paluch, posłanka, w marcu 2015 r. podczas prezydenckiej kampanii wyborczej zorganizowała grupę, która zakłócała spotkanie wyborcze Bronisława Komorowskiego w Nowym Targu.

Oświadczenie majątkowe: trzy działki o pow. 1 ha, 0, 0847 ha, 0,0735 ha o wartości odpowiednio: 50 tys., 100 tys., 60 tys. zł. Ubezpieczenie emerytalne na kwotę 24 tys. zł. Kredyt hipoteczny o wartości 76 tys. zł, do spłaty pozostało 47 tys. zł.

Pozycja polityczna: marginalna.

Dariusz Piontkowski, poseł, nikła aktywność w obecnej kadencji.

Oświadczenie majątkowe: mieszkanie o pow. 48 m.kw. i wartości 170 tys. zł oraz działka rekreacyjna
o pow. 1117 m.kw. o wartości 16,5 tys. zł. Wykazuje 200 tys. zł oszczędności. Posiada też udział 3/16 w dwóch mieszkaniach (pow. 45,86 m.kw i 48,80 m.kw.) w ramach spadku po ojcu. Nie ma kredytu.

Pozycja polityczna: marginalna.

Kosma Złotowski, europoseł. W listopadzie 2018 r. skierował do KE pytania w sprawie wyboru na sędziego Trybunału Konstytucyjnego w Niemczech czynnego polityka. W kwietniu 2018 r. ukarany przez PE zakazem udziału w misjach obserwacyjnych, ponieważ mimo wytycznych PE razem z Ryszardem Czarneckim udali się na misję obserwacyjną podczas wyborów w Azerbejdżanie.

Oświadczenie majątkowe: wspólnie z córką (udział ½ ) posiadają dom o pow. 400 m.kw. i wartości
1 mln zł. Jego oszczędności wynoszą: 7 tys. zł i 23,5 tys. euro. Dwie pożyczki w SKOK o łącznej wartości 46,6 tys. zł i kredyt w Santander Bank o wartości 56,7 tys. zł.

Pozycja polityczna: niewielka.